21 sierpnia 2012

Rozdział 22

W pokoju zapanowała cisza. Szok jaki nami zawładnął był zbyt wielki i oszałamiający, byśmy mogli powiedzieć cokolwiek. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam - jak moja miła i symatyczna przyjaciółka, mogła zdradzić własnego chłopaka ?! Przecież widziałam jakim wielkim uczuciem się dażą. Byłam pewna, że jedno odda za to drugie życie, że kiedyś się ożenia i będą mieli gromadkę rozkapryszonych bachorów, które mimo wszystko będą kochac całym sercem. A nie, że jedno zdradzi drugie.
Teraz wiem, jak czują się ludzie, którzy byli czegoś głęboko pewni, a to nagle przestało istnieć. Skończyło się z pewnością szybciej niż powinno. W jednej chwili było, a zaledwie chwilę później przestało istnieć. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tylko, że w tym przypadku życie nie miało być lepsze.
Popatrzyłam po twarzach zebranych, które wyrażały zupełnie różne emocje ( pozwolicie, ze ominę Louis'a, bo to co ujrzałam w jego oczach zbyt dogłębnie mną wstrząsnęło ) - Harry wściekłość, Liam szok, Zayn niedowierzanie, Danielle smutek, a Niall wyglądał jakby miał się rozpłakać. Natychmiast się do niego przytuliłam, nie chcąc by to co przed chwilą pomyślałam, stało się prawdą. Wiedziałam, że on musiał przeżywać to, oczywiście po Lou, najgorzej z nas. Wiedziałam dobrze, że bardzo przyjaźnił się z Eleanor. Była jego największą przyjaciółką. Stracone zaufanie wobec osoby, którą kochamy, boli najbardziej.
Nie pamiętam ile tak siedzieliśmy. Wpatrywaliśmy się tępo w jakieś punkty, a to zachowania idealnej ciszy brakowało tylko tego, żeby Louis przestał płakać. To w zaistniałej sytuacji było tak właściwie niemożliwe. Zresztą nikt od niego tego nie wymagał. Kto jak kto, ale on cierpiał najbardziej.
Nagle usłyszeliśmy szczęk kluczy w zamku, a później skrzypnięcie drzwi. Przez chwilę przysłuchiwalismy się stukotowi obcasów w holu. Posłałam Danielle zdumione spojrzenie, a ona odwdzięczyła się tym samym. Kogo mogło przywiać ?
- Hej kochani - zaćwierkał ktoś, a ja znieruchomiałam. - Tęskniliście ?
Eleanor weszła do pokoju pewna siebie, zarzucając grzywą i uśmiechając się zarozumiale. Byłam pewna, że jeszcze wczoraj wzięłabym ten uśmiech za całkiem miły i zwyczajnie serdeczny, ale teraz wcale już jej nie ufałam, a każdy jej gest był przeze mnie dokładnie analizowany. To co do tej pory brałam za miłe, teraz było jakby chłodne i wymuszone, a jej dotychczasowy entuzjazm, sztuczny i fałszywy.
Niall wyrwał się z moich objęć i stanął na równe nogi. Patrzył na Eleanor z nieskrywaną nienawiścią, a ona jakby w lot zrozumiała o co mu chodzi, bo gwałtownie pobladła. Jej wzrok padł na płaczącego Louis'a i Hazzę, który ciskał w jej kierunku gromy. Zaczęła cofać się w kierunku drzwi, ale Zayn szybko wstał i zatarasował jej miejsce ucieczki.
- Jak mogłaś mu to zrobić ? - Niall zaczął cicho. - Jak mogłaś go zdradzić, podła suko ?! On cię kocha, a ty od samego początku z nim pogrywałaś, szmato ! Nie mam do ciebie żadnego szacunku, rozumiesz ?! Jesteś nikim od tej pory ! Gdybyś miała chociaż trochę przyzwoitości, nie przychodziła byś tu i zachowywała się, jak gdyby nigdy nic się nie stało ! Nie masz...
- Niall...
- Nie odzywaj się do mnie ! - wrzasnął i popatrzył na nią z obrzydzeniem. - Od dzisiaj nie masz prawa pokazywać się w tym domu ! Co to zrobiłaś Louis'owi est zbyt nieludzkie, bym mógł chcieć więcej widzieć cię na oczy, dziwko ! Pewnie puszczałaś się z każdym co popadnie, tak ? Twoje miejsce jest w burdelu !
- Niall ...
- Mówiłam, zebyś się do mnie nie odzywała !
- Ale to nie ja - Eleanor pokręciła głową i wskazała na drzwi. Stała w nich Cher, a w jej oczach stały łzy. - Stała tu od samego początku, ale nie chciałeś mnie słuchać - zaśmiała się nieprzyjemnie.
- Cher...
- Ja rozumiem, ze jesteś na nią wściekł. - teraz to ona krzyczała. - Ale nic nie uprawnia cię do wyzywania jej ! Ty nie jesteś taki ! Zawsze bez względu na wszystko, nie obrażałeś ludzi ! Zawiodłam się na tobie...
Po tych słowach wybiegła z pokoju, a Niall ruszył za nią, krzycząc jej imię. Eleanor, korzystając z okazji wymknęła się z pokoju, a po chwili usłyszeliśmy pisk opon samochodowych. Zayn chciał się za nią rzucić, ale stanął niezdecydowany w pół kroku.
Mój mózg nie mógł poradzić sobie z takim dużym nadmiarem informacji, wiec dopiero jakiś pięciu minutach dotarło do mnie, co się przed chwilą stało. Jeśli dobrze zrozumiałam, Niall nie mógł opanować emocji, więc zaczął wrzeszczeć na Eleanor, ale w międzyczasie do pokoju weszła Cher, która wzięła się niewiadomo skąd. Eleanor zauważyła ją, lecz Niall w swojej wściekłości nie pozwolił jej dojść do słowa. Kiedy dowiedział się o swojej pomyłce było juz a późno, bo Cher była wściekła na Niall'a i cała w łzach. Uprzednio zawrzeszczawszy na chłopaka, wybiegła z domu, a on ruszył za nią, razem z Eleanor, która była już teraz pewnie poza granicami Londynu.
Zbyt skomlikowane jak na mój umysł, ale okej.
- A ta wogóle, skąd dowiedziałeś się o ciąży Eleanor ? - zapytałam Louis'a, który wpatrywał się w drzwi, jakby zobaczył w nich ducha. - Bo nic nie tłumaczyłeś.
Louis popatrzył się na mnie ciężko, a Harry spojrzał na mnie groźnie.
- Nie widzisz, że to dla niego trudne ? - warknął. - Jeśli nie chce, nie musi odpowiadać.
- A ciebie co ugryzło ? - zmrużyłam oczy. - Przecież go nie zmuszam.
- Nie widzisz w jakim on jest stanie ? - wskazał na Louis'a, który ocierał mokre od łez policzki. - Trzeba o niego dbać. Tym kimś jestem ja.
- To ja już nie mogę mu pomóc ? Przecież my również się przyjaźnimy.
- Tylko, że to zawsze ja byłem przy nim, kiedy coś się działo.
- Daruj sobie Hazz - prychnęłam. - Jesteś paskudnym zarozumialcem.
- I kto to mówi !
Główki Danielle, Liam'a i Zayn'a ledwo nadążały z przeskawiwaniem ze mnie na Harry'ego. Wpatrywaliśmy się w siebie z nieskrywaną złością. Był to jeden z tych momentów, kiedy chciałam na niego nawrzeszczeć, jednoczenie wiedząc, że będę tych sów później gorzko żałowała.
- Ja to mówię - popatrzyłam na niego pogardliwie. - Myślisz, że tylko ty martwisz się o Lou ?
- Ale wy nie zaopiekujecie się nim tak dobrze, jak...
- Przestań, bo nie mogę tego słuchać - uniosłam rękę, przyrywajac mu w pół zdania. - Jeśli tak na wyglądać ta rozmowa, to ja wychodzę.
Po tych słowach wstałam i dumnie przemaszerowałam przez cały pokój, czekając, aż mnie zatrzyma. To się jednak nie stało. Wyszłam z domu i zaczęłam kierować się w stronę swojego własnego, ignorując piszczące fanki, które jak zwykle zalegały przed bramą oraz wścibskich paparazzi, którzy jak zwykle byli żądni jakiejś sensacji. Błysk fleszy mnie oszałamiał, ale pogrążona w myślach, nawet nie zwracałam na niego uwagi.
Byłam na siebie krótko mówiąc wściekła, bo wściekła na Harry'ego, nie pożegnałam się z resztą, a tym bardziej z Lou, który potrzebował teraz mojego wsparcia. A zresztą, to Harry miał rację. To jego Tomlinson potrzebował teraz najbardziej. Byli w końcu najlepszymi przyjaciółmi.
Poza tym, bardzo martwiłam się o Cher. No i Niall'a też. Coś mogło się im stać. W końcu oboje byl dość szaleni, a obecna sytuacja niczego nie ułatwiała. Trzeba będzie do nich zadzwonić, czy szczęśliwie dotarli do dom, bo bez tej informacji na pewno nie mogłabym spać spokojnie.
Eleanor. Początkowy smutek i zaskoczenie, zamieniło się w ciągle rosnący gniew. Mimo iż kochałam Cher, w tym przypadku przyznałam Niall'owi 100 % racji. Eleanor okazała się parszywą i puszczalską zdzirą. Zresztą zbytnio nie przejęła się jego wyzwiskami.
Nagle poczułam ostre uderzenie w brzuch, które przywróciło mnie do rzeczywistości. Rozejrzałam się wokół wściekła i zobaczyłam reporterów stłoczonych wokół mnie, niczym sardynki w puszce.
- Kurwa jego mać ! - wrzasnęłam, odpychając tłum. - Ludzie, do cholerny jasnej ! Odpierdolcie się odemnie !
Całe szczęście byliśmy blisko mojego domu, więc bez trudu przepchałam się przez tłum. Wbiegłam po schodach, by po drodze wyjąć klucz i zamknąć za sobą szybko drzwi. Przynajmniej w swoim domu byłam bezpieczna.
Wyjęłam z lodówki coś do zjedzenia i usiadwszy przed komputerem, weszłam na skypa. Całe szczęście Cher była dostępna. Założyłam słuchawki, po czym wywołałam moją przyjaciółkę, a po chwili na ekranie ukazała mi się jej twarz.
- Hej - mruknęła, niewyraźnie wpatrując się w kamerkę.- Co jest ?
- Niall jest u ciebie ?
- Minutę temu walił w drzwi.
- Może być go tak wpuściła ?
- Nie.
Popatrzyłam na nią z lekką irytacją.
- Przecież nie zrobił nic złego ! Każdy ma prawo do...
- Ale nie rozumiesz, ze on tak nigdy się nie zachowywał ?! - krzyknęła, ale po chwili odezwała się już normalnym tonem. - Tego właśnie w nim nienawidziłam, tych kilku chwil słabości, które potrafiły zniszczyć wszystko.
- "Błądzenie - rzecz ludzka" - zacytowałam. - Kazdy ma prawo do błędów - nie odpowiedziała i zaczęła bawić się swoimi palcami. - Cher Bear, wiem że go kochasz, a gdybyś nic dla niego nie znaczyła, nie tkwił by teraz pod twoimi drzwiami, więc go wpuść z łaski swojej.
Tym razem popatrzyła się w ekran z uśmiechem,  który po chwili zrobił się czarny. Zadowolona weszłam na twitter'a, który pełen był plotek na temat Louis'a i Eleanor. Z początku chciałam je zdementować, ale mój gniew na Calder był zbyt wielki, bym mogła go powstrzymać.
Nie wiem czy jestem upoważniona do wydawania takich informacji, ale tak, Louis i Eleanor nie są już razem.
Bomba wybuchła.

- Ale że Louis nie jest ojcem ?! - wrzeszczał Brian następnego dnia, kiedy czekaliśmy przed uczelnią na rozpoczęcie zajęć. Natychmiast kilka głów odwróciło się w naszą stronę, więc spojrzałam na niego z wyrzutem. Tego akurat nikt nie powinien wiedzieć. - Sorry. A tak wogóle, ładnie dziś wyglądasz.
Domyśliłam się, ze powiedział to dla odwrócenia uwagi, bo wypadło to troszkę zbyt głośno, ale jakiś błysk w jego oku uświadomił mi, że chłopak nie kłamał.
- Mówisz ? - wstałam i obkręciłam się radośnie.
- Mówię - zaśmiał się w bardzo gejowski sposób. - Do twarzy ci w paskach i marynarkach. Takie ciekawe połączenie stylu Lou i Hazzy.
- Tomlinson na pewno kazałby mi zdjać tą bluzkę - zaśmiałam się, ale natychmniast posmutniałam. - On... Ja... - głos mi się załamał.
- Cii - uspokoił mnie, obejmując ramieniem. - Treaz o tym nie myśl, dobrze ?
Kiwnęłam głową. Brian uśmiechnął się promnienne, w tym sposób, jaki tylko on potrafi, wziął mnie pod ramię i poprowadził w stronę sali. Cieszyłam się, że mam Brian'a. Jemu zawsze mogłam się wyżalić, bo wszystko doskonale rozumiał. Znowu nasunęło mi się skojarzenie do Liam'a, ale szybko wyrzuciłam je z glowy, bo mimo kilku takich samych cech, ta dwójka różniła sie od siebie diametrialnie.
Nagle w kieszeni Brian'a doszedł nas dźwięk przychodzacego sms'a. Sporzał na mnie przepraszaająco, po czym wyjął teleon z kieszeni. W miare czytania jego oczy robiły się coraz większe. Bez słowa podał mi komórkę.
Pokaż te zdjęcia Cassie. Ona musi wiedzieć.
Od jakiejś Ginny. Nie chciałam wnikać, tylko kliknęłam załącznik. Na ekranie ukazało się kilka fotek Louis'a i Harry'ego.... którzy wychodzili nad ranem ranem z klubu, kompletnie schlani ! Całe szczęście nie towarzyszyły im żadne dziewczyny. Inaczej by już nie żyli. Znaczy się, Harry by nie żył. Jeśli tak miało wyglądac to jego pomaganie Louis'owi, niech lepiej nie pomaga mu wcale.
Wcisnęłam Brian'owi telefon do reki i wciągnęłam go do sali. Rektor właśnie zajmował swoje miejsce, a studenci rozmawiali miedzy sobą wesoło. Opadłam na jedno z krzeseł wyraźnie wkurzona, a mój przyjaciół przycupnął koło mnie.
- Cass - szepnął. - Sama mi mówiłaś, że ludzie popełniają błędy.
- Ale ...
- I trzeba im wybaczać - mówił niestrudzony. - Nie to, zeby coś, ale zachowujesz się jak hipokrytka.
Nie odpowiedziała, bo chłopak miał całkowitą rację. Często dawałam ludziom rady, których sama nie stosowałam. Idiotka.
- Racja.
- Co mówiłaś ? - powiedział Brian ze złośliwym uśmieszkiem. - Powtórz to głośniej.
- Masz rację - powiedziałam przez zaciśniete zęby.
- Powtórz to jeszcze raz. Tak pięknie to brzmi w twoich ustach.
- Nie masz na co liczyć - zaśmialiśmy sie oboje. - Muszę z nim pogadać.
Brian kiwnął głową, a w tym samym momencie rozpoczęły się zajęcia i jego uwagę pochłaniały już tylko słowa rektora. Mój mały kujonek, pomyślałam z dumą, patrząc jak pilnie notuje każde słowo. On kiedys na pewno zostanie kimś wielkim, a ja będę chcwaliła się dzieciom, ze kiedyś się przyjaźniliśmy...
Nagle poczułam, ze coś wibruje mi w kieszeni. Sms od Hazzy.
Wiem, że jesteś pewnie zła, ale przypominam ci, że dzisiaj koncert. Nadal chcesz iść ?
Płaszczy się przedemną i błaga o wybaczenie ? Wszystko jest znowu, jak dawniej.

Przepraszam, ze rozdział dodałam tak późno i, że wszystko jest w nim tak bardzo chaotycznie napisane, często bez żadnego sensu, ale sami rozumiecie, ze sa ostanie dni wakacji ( God, why ?! ) i chcę je jakoś wykorzystać, szczególnie, ze wróciła moja przyjaiółka i w końcu mam z kim się szlajać po mieście, haha :)
Jeśli ktoś chciałby, zebym informowała go na twitterze, niech napisze pod tym postem swój nick albo bezpośrednio na mój profil, bo już sama nie wiem do kogo mam pisać. :) xx Czekam do piatku i ani godziny dłużej.
A tak btw. to ja, razem z Wiką, zapraszamy was na nowego bloga o 1D, który na pewno będzie inny od tych, które kiedykolwiek czytaliście. Chcę równiez napisać, że w żadnym stopniu nie zaniedbam tego, bo zbyt wiele dla mnie znaczy.
Kocham was. xx

11 komentarzy:

  1. rozdział bardzo,bardzo mi się podoba, świetnie napisane i nie wiem dlaczego uważasz, że jest nieogarnięty xd chyba nie czytałaś moich nie ogarniętych rozdziałów xd może kiedyś dam ci linka to się podobudujesz i stwierdzisz, że genialnie piszesz, bo taka jest prawda. <33
    Czekam na następny xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak smutno mi się zrobiło. : c
    Ale rozdział cudowny, jak zawsze. <3 Szybciutko dodawaj kolejny. : )

    OdpowiedzUsuń
  3. no Harry naprawdę w wspaniały sposób pomaga Louisowi. zachowanie Eleanor strasznie perfidne... jest w ciąży i to jeszcze nie z Tomlinsonem, a wraca rozpromieniona do domu jak gdyby nigdy nic.
    dobra... jestem ciekawa co bd dalej ; dd

    OdpowiedzUsuń
  4. Ożesztykurwawpizde, jak mnie tu długo nie było ;c;c;c;c Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam. ;( <33 Wybaczysz mi to niedociągnięcie, misiu? ;c Okażę skruchę, będę się przed Tobą płaszczyć na kolanach, tylko wybacz mi. ;*
    Co do rozdziału, to nie spodziewałam się, że Eleanor zdradzi Louisa! o.O Niall miał całkowitą rację, złoszcząc się na nią. -.- Sama bym sukę tak zwyzywała, że nie chcij. :D Albo bym się na nią rzuciła z pięściami, ale to się wytnie. ^.^ Ale Cher powinna wybaczyć naszemu kochanemu blondaskowi to zachowanie. :( Nie każdy umie doskonale powstrzymywać się od wybuchu gniewu i emocji. I widocznie nasz kochany Nialler należy do takich osób. ^.^ Ale i tak słodziutki, więc można mu to wybaczyć. *.* Brian jest jedną z moich ulubionych postaci w Twoim opowiadaniu. Odgrywa rolę takiego "dobrego duszka", który zawsze służy radą i pomocą. ;D Nie twierdzę, że Liam tak nie robi, ale Brian ma to coś w sobie, że inaczej nie mogę stwierdzić. ;] Harry postanowił pocieszyć Louisa, więc wziął go do klubu. Bosko xDD. Nie ma to jak szczerość. ^.^ Ale czego można było się spodziewać po Hazzie? Hmmm... Wielu rzeczy, lecz to przebija wszystko. :D Mam nadzieję, że jednak zachował troszku rozsądku i nie zdradził Cassie. ;) Oby, bo bym go zatłukła. ^^ Kochana, pisz szybciutko kolejny, bo już się nie mogę doczekać dalszych przygód zwariowanych przyjaciół. ^^ Weny, misiu. <333 ;***

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież wszystko ma tu sens! ;)
    Nawet nie wiem od kogo zacząć :/ Jakoś się postaram to ogarnąć, ale może być "chaotycznie" :D
    Eleanor rzeczywiście zachowała się jak suka... :/ Wchodzi dumna, pewna siebie i nawet brak zwykłego "przepraszam". Fakt, że i tak by ono nic nie zmieniło, ale mogłaby okazać jakąś skruchę. Nie dziwię się wybuchowi Nialla. Może to trochę do niego nie pasuje, ale miał do tego prawo i popieram go w całości! ;) Tylko Cher się na niego obraziła bez potrzeby... Taki foszek ;) Dobrze, że jak zwykle wspaniałomyślna Cassie nakierowała ją na dobrą stronę mocy! :D
    Ja z kolei miałam lekkiego foszka na Harry'ego. Trochę przegiął z tym wybuchem na Cassie. Zarozumialec xd A pomysł z wypadem był tak genialny, że tylko on mógł na to wpaść :D
    Jestem ciekawa kolejnego rozdziału. ^.^ Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Głupia Eleanor! Ładnie opisałaś to jak Cassie zaczęła rozumieć jaka ona naprawdę jest i w ogóle, bardzo mi się podobało. Niech spierdziela i się już nie pokazuje, menda paryska! Cassie słodka jak zawsze, kocham to, że taka z niej pomocna dziołcha i Cher z Niallem shippuje! <3 Aw! Co do Hazzy... koleś, ogarnij się troszkę! Pomysły ten człowiek ma nieziemskie, rzeczywiście. Ahh... to dawaj następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż na serio uwielbiam El ( Dan też ;D) , to tutaj zachowała się okropnie i nie będę w żaden sposób jej bronić , świetnie to wszystko opisałaś ;))

    Zapraszam też do mnie i mam nadzieję , że zostawisz po sobie jakiś komentarz ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze że ukazałaś tak Eleanor, nie lubię jej :D Rozdział jest mega. Mam nadzieję że Harry ją przeprosi, Louis dojdzie do siebie a Cher będzie z Niallem, ale na pierwszym miejscu ważne jest żeby się pogodzili :3
    Pisz szybko nn!

    OdpowiedzUsuń
  9. no i nie wiem co napisać jak zwykle świetny. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.
    Czekam na next i zapraszam do siebie

    http://gotta-be-you-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak Elenor wparowała do domu, to w mojej głowie pojawiło się pytanie " czego ona tu jeszcze szuka ? " ;o
    To co zrobiła Louisowi , jest straszne, szkoda mi go, bo przecież darzy ją dużym uczuciem, a ona go tak potraktowała. Mam nadzieje , że w kolejnych rozdziałach chociaż go przeprosi, i okaże jakąś skruchę. Zobaczymy.


    Zapraszam do siebie:

    http://you-and-i-and-onedirection.blogspot.com/

    :))

    OdpowiedzUsuń
  11. hej, chciałabym cię poprosić o opinię na temat mojego bloga, bardzo liczę się ze zdaniem innych, a więc chciałabym poznać twoje :)
    closedindreams.blogspot.com
    jeśli blog się spodoba, proszę o zaobserwowanie,
    kiedy dojdziemy do 100 obserwatorów, zorganizuję konkurs, który może się wam spodobać :)
    oczywiście możesz liczyć na to, że się odwdzięczę :)
    PS. Przepraszam za SPAM jeśli ci to przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń